Po raz kolejny uczniowie z III Liceum Ogólnokształcącego im. Bohaterów Westerplatte w Gdańsku, znanego wszystkim jako Topolówka, wzięli udział w rejsie na pokładzie Pogorii.
O kulisach tej tradycji, o samym rejsie i o tym, co młodzi ludzie wynoszą z takiej przygody, rozmawiamy z Organizatorem, Łukaszem Skupnym – nauczycielem historii w Topolówce i jednocześnie absolwentem tej szkoły.

Ale od początku. Jak zaczęła się przygoda z Pogorią i organizowaniem rejsów dla młodzieży?

Pomysł organizacji rejsów padł kilka lat temu, w czasie końcówki pandemii. Podczas jednego ze spotkań z rodzicami, pojawił się temat żeglowania. Jeden z rodziców, Pan Grzegorz Gepert podpowiedział, że są możliwości związane z żaglowcem i co o tym myślimy. Nie zastanawialiśmy się nad tym za długo, skontaktowaliśmy się z Pogorią i okazało się, że jest szansa. Realna szansa, która nabrała rozpędu. Tak zaczęliśmy w 2021 i od tego czasu organizujemy je regularnie. 6. edycja odbyła się tydzień temu, więc można powiedzieć, że to już tradycja.

6 rejsów to już całkiem spory dorobek, czy wszystkie wyglądały tak samo?

Skąd! Chociaż, żeby być całkowicie szczerym, to był mój piąty rejs (jeden był organizowany przez kolegę po fachu, Cezarego Tulina, który, nomen omen, pełnił rolę opiekuna podczas zeszłotygodniowego rejsu).
W tym roku odwiedziliśmy zupełnie nowe miejsca i mieliśmy aż dwa dni nieprzerwanej żeglugi, co jest naprawdę dużą wartością. Rejs rozpoczęliśmy w Genui, popłynęliśmy do Portovenere, następnie odwiedziliśmy Elbę, a zakończyliśmy w Nicei. Łącznie przepłynęliśmy 344 mile morskie, z czego 35 godzin pod żaglami! I tak, każdy rejs jest inny, niesie nowe wyzwania, a przy tym nowe możliwości.

Opisując rejs słyszę Żeglarstwo przez duże Ż, czy młodzież także była doświadczona, jak sobie poradzili?

Hah, dziękuję, faktycznie żeglarstwo to moja pasja, jestem w trakcie doskonalenia swoich umiejętności i egzaminów na kolejne stopnie żeglarskie. A co do młodzieży to, co może zaskoczyć, na pokładzie zaokrętowali się w większości debiutanci. Tylko sześć osób brało wcześniej udział w podobnych rejsach, dla reszty była to pierwsza przygoda z żeglarstwem. Co więcej, na pokładzie mieliśmy właściwie przekrój całej szkoły, uczniów od pierwszej do czwartej klasy, w wieku od 15 do 18 lat.


I co mogę powiedzieć, poradzili sobie bardzo dobrze! Oczywiście pojawiły się błędy, ale to naturalna część nauki. Najważniejsze jest to, że młodzi bardzo szybko odnajdują siebie w nowej sytuacji, jaką jest funkcjonowanie w takim środowisku. W krótkim czasie zrozumieli, kto za co odpowiada, jak ważna jest współpraca i że każda decyzja ma swoje konsekwencje.

Jaką mieliście pogodę podczas rejsu?

Można powiedzieć, że był to rejs na powitanie wiosny, było sporo słońca, ale też zmienne warunki. W drodze na Elbę płynęliśmy pod wiatr, więc część trasy pokonaliśmy na silniku, natomiast w drodze powrotnej warunki były zupełnie inne, wiatr z rufy dochodził nawet do 8 stopni w skali Beauforta, postawiliśmy żagle i można było poczuć frajdę z żeglarstwa w takich warunkach.

Wygląda na to, że Neptun nie mógł lepiej tego wymyślić, ale co z samym życiem na statku?

Rejs jest pewnym wyjściem ze świata nadmiernego komfortu i nadopiekuńczości.
Dobrym przykładem jest praca na rejach. Trzeba przełamać wyobrażenia o własnym strachu. Ale kiedy już się tam wejdzie, dzieje się coś bardzo charakterystycznego. Najpierw jest napięcie. A potem nagle przychodzi ogromna satysfakcja. Człowiek odkrywa, że potrafi zrobić coś, czego wcześniej się bał.
Dodatkowo na morzu każdy ma swoje zadanie i nie da się go odłożyć na później. Bardzo dobrze widać to w pracy wachtowej. Kiedy pojawia się problem, trzeba się z nim zmierzyć, nie ma opcji, żeby martwić się o to potem, trzeba działać.
Na potwierdzenie tego, często po rejsach dostaje wiadomości od rodziców pt. „Moje dziecko było zaskoczone skalą odpowiedzialności i zaufania, jakie dostało na pokładzie” i najlepsze jest to, że młodzież faktycznie się z tym mierzy i im to wychodzi, trzeba tylko dać im tę szansę.

A teraz pytanie z serii niewygodnych, żyjemy w świecie w którym wszyscy spędzamy dużo czasu przed ekranem telefonu, zabiera Pan młodzież na pokład żaglowca. Telefony idą w „odstawkę”, czy raczej trzeba uwzględnić to, że każdy jest trochę rozproszony?

Czasem mówię, że telefony są trochę jak słodycze, łatwo się od nich uzależnić. Na Pogorii jednak zasady są jasne. Kapitan Marek Paśka zarządził: na czas wacht telefony są odkładane. Dzięki temu młodzi ludzie nie mieli rozpraszaczy. A wiesz jak to jest, nie masz gdzie odwrócić uwagi i nagle coś „klika”, zaczynasz rozmawiać, współpracować i brać odpowiedzialność za to, co robisz. Więc jeżeli ktoś potrzebuje tzw. „detoksu” to jest to najlepsze miejsce [śmiech].

Czy organizacja takiego wyjazdu to pewnie spore przedsięwzięcie? Co jest największą nagrodą po jego zakończeniu?

Sama organizacja jest rzeczywiście dużym wyzwaniem, bo trzeba skoordynować wiele spraw: logistykę, formalności, komunikację. Kiedy sam jestem na statku, muszę odnaleźć się w nowej rzeczywistości. W 5/6 dniu rejsu czasem pojawia się moment zwątpienia i zastanawiam się: „Co ja tutaj robię?”. I to jest zupełnie normalne. Jednak kryzys mija szybciej niż się pojawił, a wszystko układa się tak, że znów czerpię radość z pracy i życia na pokładzie.


Natomiast największą nagrodą jest zawsze reakcja uczniów po powrocie. Widać, że taki rejs naprawdę dużo im daje Do tego dochodzi motywacja po rejsie w postaci wiadomości od rodziców, którzy piszą, że ich dzieci wróciły z zupełnie nowym doświadczeniem, nastawieniem, są samodzielni. Więc wiem, że trud włożony w organizację całego przedsięwzięcia naprawdę się opłaca. I tak, po zakończeniu rejsu już myślę o następnym.

Okej, to na zakończenie polecimy trochę filozoficznie, wiele osób mówi, że morze porządkuje myśli. Czy to prawda?

To bardzo ładna metafora, ale powiedziałbym raczej, że REJS SPRZYJA porządkowaniu myśli. Życie toczy się według określonego rytmu i zasad. Jeśli ktoś przyjeżdża z głową pełną spraw, czy problemów, taki wyjazd może dać chwilę wytchnienia. Oczywiście samo bycie na morzu nie rozwiązuje wszystkich problemów, ale pozwala spojrzeć na wiele rzeczy z dystansu, dzięki czemu po powrocie na ląd człowiek ma nową energię do rozwiązywania problemów (bo na statku im szybciej „ogarniesz” problem tym lepiej!).

Gdyby miał Pan przekonać kogoś, kto nigdy nie był na żaglowcu, żeby spróbował takiego rejsu: co powiedziałby Pan w pierwszej chwili?

Szczerze mówiąc, nie chcę nikogo przekonywać. Lista na rejsy bardzo szybko się zapełnia. Zwykle mówię tylko jedno: Naprawdę trudno tego później żałować.

Parę słów podsumowania?

Warto podkreślić, że choć w szkole działa wiele profili i odbywają się różne zajęcia, rejsy na Pogorii wyróżniają się. Stworzyliśmy klasę „P” jak Pogoria. Do tej pory w rejsach wzięło udział prawie 200 uczniów, którzy dzięki wspólnym doświadczeniom i pracy na pokładzie stworzyli grupę osób z podobnymi umiejętnościami, wspólnymi wartościami i wspomnieniami. To projekt, który buduje więzi, uczy odpowiedzialności i pozostaje w pamięci na całe życie, a organizacja rejsów, chociaż wiąże się z ogromną odpowiedzialnością, daje mnóstwo satysfakcji, wiec widzimy się na pokładzie!

Wywiad z Organizatorem – Łukaszem Skupnym 11.03.2026r.